sobota, 9 marca 2013

Jajka w kupie

Nie było tajemnicą, że Dziadek Jacek posiadał pewien anatomiczny feler. Zazwyczaj tego typu usterki związane są z nadwyżką, jakimś przerostem lub przyrostem, w przypadku Jacka było to jednak fizyczne wybrakowanie, zachwianie naturalnej parzystości pewnych organów, które każdemu innemu osobnikowi przydzielane są w dublecie.
Nie lubił Dziadek swej ułomności strasznie, choć nie przeszkodziła mu ona wcale ani w codziennej egzystencji jak i wszelkich jej, mniej lub bardziej przyjemnych, pobocznościach. Zresztą o felerze dowiedział się będąc mężczyzną już dojrzałym, kompletnie przez przypadek, a i to w dość nietypowaych okolicznościach. Otóż Dziadek miał tylko jedno jądro. Początkowo emeryt myślał, że całkiem naturalna fizjologiczna asymetria parzystych organów w jego przypadku osiągnęła wartości skrajne - nic z tych rzeczy. Staruszek miał jedną kulkę, co zresztą potwierdził organoleptyczny test babci, zakończony spłodzeniem mego szanownego papy. Niestety wstydliwa tajemnica rodzinna bardzo szybko rozniosła się po rodzinie, kamienicy, a potem reszcie osiedla za sprawą tej samej babci, która ilekroć kłóciła się ze swym ślubnym, jednojajeczność męża ogłaszała z balkonu ich dwupokojowej kwatery. Chłopina wybaczał jej te wypominki, ale ilekroć robił to ktoś inny, przypłacał swą nieostrożność guzem, wybitym zębem lub kilkoma godzinami nieprzytomności. Bo Dziadek rękę miał ciężką jak mało kto.

* * *

- Co tam kupiłeś? - zajrzałem ciekawie do wiklinowego koszyka postawionego na stole.
- Chleb, masło i autentyczne jaja wiejskie. Nie takie z fermy, ale wychodzone na swojskim podwórku! Robakiem i ziarnem naturalnym wykarmione, a nie chemią czy innym GMO! - Dziadek spojrzał z dumą na szarawą wytłoczkę.
- A czym one się różnią?
- Smakiem, ceną i kupą! - emeryt zaczął się lekko niecierpliwić.
- Ale jak się facet za mocno przy sraniu pochyli, to też ma jajka w kupie! - Jacek sieknął mnie w tył głowy. Czoło boleśnie uderzyło o blat stołu!
- To za podglądanie! - Jacek ściągnął groźnie brwi.
- No co! - próbowałem jakoś załagodzić sytuację - Miałem na myśli, że razem!
Świadomość odzyskałem pod wieczór, akurat przy wieczorynce.

Animilsi (8)

wtorek, 5 marca 2013

Większy wybór

- Wiesz synek, - Dziadek Jacek westchnął ciężko i popatrzył na przelewające się z kontenera stojącego pod oknami kuchni śmieci - czasami człowiekowi trudno zrozumieć kobietę.
Przestałem dzwonić łyżeczką w ścianki szklanki z herbatą. Skończył się cukier kryształ, ale wykorzystany zamiennie puder powinien już dawno się przecież rozpuścić. Spojrzałem raz jeszcze na otwartą półkę nad zlewem. Nieoznakowany pojemnik stał obok trzech różnokolorowych kubków i pustego słoika po dżemie. Nabrałem brązową substancję na łyżeczkę i włożyłem do ust. Bułka tarta?
- Ty mnie słuchasz w ogóle? - staruszek spojrzał na mnie z wyrzutem. Przemielone pieczywo zachrzęściło między zębami.
- Czyli, że co?
- Czyli, że jajco! Ja ci się zwierzam jak ojcu własnemu, a ty mnie zlewasz jak fus jakiś?
- Swojemu ojcu to Ty się nie zwierzałeś! - zauważyłem przytomnie, mając w pamięci liczne Dziadka o nim opowieści - Zanim cokolwiek powiedziałeś, zawsze Cię natrzaskał po gębie!
- Niby fakt, - staruszek znowu zapatrzył się na hałdę gnijących odpadków - ale to tylko dlatego, że mocno niecierpliwy był...
- Tak do przecinka po słowie "tato"!
- Nie czepiaj się! Ojciec to ojciec. Gdyby miał cierpliwość pewnie by i wysłuchał! Nie tak jak ty!
- Ale marudzisz! - wyplułem bułkę na łyżeczkę i zsunąłem na szklany spodek - Mów! Co tam się znowu stało!
- Otóż wyobraź sobie, - emeryt podjął ochoczo przerwany wątek - zapoznałem ostatnio w internecie pewną niewiastę. No laleczka istna! Buzia jak u nastolatki...
- Bo to może była nastolatka?! - przerwałem.
- Nie, dużo mocno nieco starsza! Ale zadbana graficznie!
- Co?
- Syn jej troszkę pomógł. Ponoć grafik komputerowy! - Jacek ściągnął brwi - Więc, jak powiedziałem, buźka nastolatki, reszta ciała też niczego sobie! - zatoczył rękami kółka w okolicy klatki piersiowej i bioder - Troszkę, żeśmy pogadali i po jakimś kwadransie, kiedy nasza miłość zaczęła na dobre rozkwitać, postanowiłem przenieść tę znajomość w bardziej realne okoliczności przyrody.
- Czyli?
- Czyli, że poszedłem do niej z kwiatami. Za całe dziesięć sześćdziesiąt! Mieszka w tej nowej dzielnicy domków jednorodzinnych. Wiesz których! Tylko z tym synem właśnie. - emeryt westchnął - Lecz kiedy zjawiłem się w progu jej willi, ona spojrzała na mnie...
- Rozumiem, że nie wstawiłeś zdjęcia?
- A niby na cholerę? Fotografia mocno mnie spłaszcza... Więc kiedy tak stałem jak cieć jakiś, ona popatrzyła na mnie z ukosa, pocmokała i powiedziała, że przeprasza, że muszę się wstrzymać ze ślubem, bo musi to jeszcze przemyśleć i mieć większy wybór.
- I co zrobiłeś?
- Przestałem wciągać brzuch...

poniedziałek, 4 marca 2013

Spieprzaj dziadu... (62)

Jak docenić Dziadka?

Pomalowana na brązowo blacha, pokrywająca drzwi zakładu, zadrżała lekko. Tabliczka informująca o godzinach przyjmowania interesantów i telefonie kontaktowym, zatańczyło na zbyt luźnym wkręcie niczym miniaturowe wahadło. Zapukałem raz jeszcze. Dziadek zmrużył oko i przytknął głowę do zimnej powierzchni metalu.
- Proszę! - piskliwy kobiecy głosik wystrzelił ze szczelin w framudze.
Dziadek odskoczył od drzwi jak poparzony, włożył palec do ucha i zatrzepotał nim energicznie.
Nacisnąłem klamkę. Jacek odepchnął mnie wolną ręką i jako pierwszy przekroczył próg zakładu.
- Dzień dobry Pani Krysiu! - wrzasnął i niczym żołnierz na defiladzie, przemaszerował między dwoma przerośniętymi palmami, po brązowym chodniku, wprost do ciężkiego biurka, za którym zasiadała niewiasta w grubych rogowych okularach i burzy upiętych pstrokatymi klamrami blond loków. Właśnie piłowała długie, pomalowane na czerwono pazury.
- Dziadek Jacek? - zdziwiła się lekko i wyciągnęła do niego drobne rączki. Emeryt chwycił je w swoje pomarszczone bochny i złożył na pachnącej kremem nawilżającym skórze siarczyste całusy - Co pana do nas sprowadza? Chyba nie...
Nie dokończyła, bowiem staruszek odsunął lekko toporny mebel, stanął obok kobiety i złapał ją mocno za wąską kibić.
- Uhmmmmm... - zamruczała zaskoczona - Panie Jacku, ja jestem w pracy!
- Wiem duszko! Ja też mogę zaraz być!
Niewiasta westchnęła głęboko.
Chrząknąłem cicho, starając się zwrócić na siebie uwagę. Nieco pomogło. Krysia, prywatnie -sąsiadka z bloku naprzeciwko, zawodowo - pracownica administracji w Zakładzie Pogrzebowym "Jak u mamy", nie odrywając wzroku od oczu Jacka machnęła ręką, wskazując jedno z trzech krzesełek stojących przed biurkiem.
- Niech siada!
Jacek tymczasem przycisnął ją jeszcze mocniej do siebie.
- Panna Krysia taka samiuśka, a ja do panny Krysi z interesem!
- Czuję, czuję! - kobieta zamknęła oczy, odchyliła głowę i ułożyła krwistoczerwone wargi w niewielki dziubek.
- Uhmmmm... - Chrząknąłem ponownie.
Dziadek chyba zrozumiał aluzję, bowiem zwolnił uścisk tak nagle, że Krysia straciła równowagę i opadła na wielki fotel. Spojrzała zaskoczona na stojącego nad nią mężczyznę.
- Najpierw przyjemności potem interesy duszko! - Jacek tryknął lekko biodrami.
- Mrrrrau... - ku lekko napęczniałemu rozporkowi powędrowały w kocim ruchu czerwone paznokcie.
Dziadek tymczasem usadowił wielkie cielsko na drugim krzesełku i wsparł łokciami o gruby, dębowy blat.
- Chciałbym już dziś zamówić dla siebie kilka rzeczy, bo jak znam życie, - kiwnął głową w moją stronę - kiedy przyjdzie na mnie pora, wsadzą mnie do malaksera i zakopią w tekturowym pudełku.
Krysia zachichotała, wyjęła z szuflady kilka katalogów i rozłożyła przed Jackiem.
- Płaci Pan też teraz?
- Dziś tylko wybieram, a panna Krysia będzie świadkiem mej ostatniej woli. Zapłacą sępy! Ale żeby nie wrzeszczały potem, że nawet po śmierci muszą sponsorować pasożyta, proszę przy rachunku, zamiast słowa "koszt" wpisać "cena pogrzebu".
- Przecież to wszystko jedno! - Krysia spojrzała zdziwiona na staruszka.
- Niby tak, ale zawsze można powiedzieć, że pogrzeb dziadka nie był KOSZTEM, a doCENIENIEM jego długiego żywota.
- Oj, długiego... - kobieta znowu lekko się rozmarzyła.
- To co duszko, - Dziadek przysunął katalog i otworzył go na zestawie dębowych trumien - widzimy się wieczorem!
- Mrrrrau... - czerwone pazurki znów zagrabiły powietrze przed jego twarzą - I pogadamy o interesach! - drobna stópka w brązowych rajstopkach wyprysnęła spod biurka, opadła na krocze emeryta i poczęła gnieść je niczym francuskie ciasto.
- Moja dziewczynka! Mo-jaaaa!