niedziela, 12 października 2014

Bliżej ludzi

- Wiesz synek - Dziadek Jacek zsunął okulary na koniec nosa i spojrzał na mnie znad rogowych oprawek w kolorze ciemnego brązu - premier Kopacz kazała politykom i urzędnikom być bliżej ludzi...
- To chyba dobrze! - oderwany od krzyżówki panoramicznej popatrzyłem nieprzytomnie na seniora.
- No tak, ale nigdzie nie podano ich nazwisk...
- Fakt, strach się bać, bo nie wiadomo czy się załapiemy ne tę listę i jaki urząd zbliży się akurat do nas.
Jacek znieruchomiał. Z jego oczu wyzierał autentyczny strach.
- Ale wysłałeś w terminie rozliczenie podatkowe?
Serce załomotało ciężej niż zwykle...

piątek, 28 lutego 2014

I po sprawie!

- Ty to masz farta dziadek! Kolejna rozprawa i kolejne odroczenie! - spojrzałem na emeryta, który przeskoczył nad zawijasem psiej kupy i dość nieporadnie symulował grę w klasy na płytach chodnikowych.
- Takie życie...
- Ale żeby nagle zniknął piąty powód w Twojej sprawie? To nie może być przypadek! Już myślałem, że zgnijesz w pierdlu za grzechy swoje, a tu nic się nie dzieje!
- Bo widzisz synek, - Dziadek Jacek odwrócił się na pięcie i spojrzał mi w oczy wzrokiem mogącym zamienić krew w górnych partiach ciała w gęsty kisiel - nic się nie dzieje bez powodu!

czwartek, 13 lutego 2014

Prawda to gówno prawda!

- Wiesz synek, - Dziadek Jacek wszedł dziwnie radosny do kuchni - że kłamstwo powtarzane tysiąc razy staje się prawdą?
- Kogo tym razem naciągnąłeś na kasę? - spojrzałem z niesmakiem na emeryta moszczącego się niczym kwoka na taborecie.
- Brak Ci wiary w praszczura młokosie!? - Jacek sięgnął po garść paluszków z makiem, tkwiących pośrodku kuchennego stołu w kubeczku po 12-procentowej śmietanie. Susz zachrzęścił między nielicznymi zębami staruszka.
- Wiarę mogłem kiedyś kroić jak ciasto i nakarmić nią całą kamienicę! Niestety wtedy Ciebie poznałem i od tego czasu głodny chodzę ja i sąsiedzi moi!
- Pacan jesteś i tyle. Już dawno powiedziałem, że rodzice głupotę oddają dzieciom w całości, a inteligencję dzielą po równo. Was za dużo w domu było, a Twój ojciec głupi był jak trzeba! Na dokładkę tyś swoje dziedzictwo pomnożył rekordowo wręcz!
- Bo Ciebie na początku słuchałem!
- Sam więc widzisz, żeś głupi na potęgę! - Dziadek wygrzebał paznokciem małego palca kilka ziarenek maku z szczeliny między pożółkłymi jedynkami i pstryknął nimi w kierunku stojącej na parapecie paprotki - Ale o czym to ja...
- O prawdzie...
- Własnie, o prawdzie. Otóż to synek tak zwana gówno prawda!
- Bo?
- Bo stanąłem dziś rano przed lustrem i chciałem sobie prosto w oczy skłamać i się nie dało! Raz powiedziałem i uwierzyłem od razu!
- Jak to nie dało?
- Bo, choć o tym nie wiemy, kłamstwo jest czasem prawdą, albo to ja jestem tak cholernie przekonujący! Zresztą, co Ci będę pieprzyć za uszami, wiesz jak wyglądałem i czułem się rano...
- Razem wczoraj piliśmy to świństwo, to i wiem! Miałem to samo! - Westchnąłem ciężko i sięgnąłem do kubka. Jacek spojrzał na mnie, zmarszczył czoło i kiwnął głową ponaglająco - Dziadek do cholery! - żachnąłem się na takie zachowanie emeryta - nie możesz od razu powiedzieć!
- Bo taka jest melodia dyskusji! Jest pytanie jest odpowiedź! Więc...
- Więc, co żeś sobie przed tym lusterkiem powiedział?
Emeryt uśmiechnął się szeroko.
- Ale ty jesteś zajebisty!

niedziela, 19 stycznia 2014

Kobieta na boku

- Wiesz synek, - Dziadek Jacek przetarł zakatarzony nos chusteczką higieniczną i odłożył ją obok szklanki z parującą lekko herbatą - tak babcię sobie wspominam i doszedłem do wniosku, że byłem najlepszą partią jaka się mogła jej w życiu trafić.
- Weź mnie dziadek nie rozśmieszaj jak jem, bo się jak szczeniak usmarkałem! - wyciągnąłem ze stojącego na środku stołu pudełka prostokąt białej bibuły i wytarłem zapaskudzonego wąsa.
- Nie ma się z czego śmiać! Zawsze byłem szczery, kochający, wierny...
- Dziadek do jasnej cholery, - w ruch poszła kolejna chustka - w życiu mnie dwa razy w tak krótkim czasie nie rozśmieszyłeś! No może tylko wtedy jak żeś na mrozie nogę złamał w dwóch miejscach - przy śmietniku i tuż przed klatką.Wierny? Ty przecież na każdej delegacji miałeś inną dupę! Połowa miasta mogłaby nosić Twoje nazwisko!
- No, alem babci nigdy nie oszukałem w tej kwestii!
- Czyli, że co?
- Że baby na boku nie miałem!
Tym razem zdążyłem przystawić bibułę do nosa.
- Weź przestań, bo mi twarz zgnije!
- A Ty to chyba ostatnio chłopcze w pysk tak solidnie nie dostałeś! Jak mówię, że baby na boku nie miałem, to nie miałem! Na wznak owszem, czasem na jeźdźca, ale na boku nigdy! Człowiek się może strasznie pomylić, a ja obrzydliwy jestem...

czwartek, 16 stycznia 2014

Dobre słowo

Dziadek Jacek był typem człowieka, który zawsze znajdował dla bliźniego jakieś dobre słowo. Ostatnio Marchwickiemu z drugiego piętra rzucił na schodach:
- Pierdol się!
Bo dobre w danym momencie słowo nie zawsze musi być kulturalne!

środa, 15 stycznia 2014

Niszowy interes

Dziadek Jacek spojrzał na mnie tym swoim racjonalizatorskim wzrokiem. Zawsze tak patrzył kiedy wpadał na jakiś nowy pomysł zagospodarowania moich pieniędzy.
- Wiesz synek, - zaczął, powoli cedząc słowa - mam pomysł na dużą kasę!
Wiedziałem! Szlag i cholera jasna! Zacząłem nerwowo gryźć łyżeczkę do herbaty. Głośno chrupnęła górna trójka, a usta wypełnił dziwny niesmak.
Dziadek chyba coś wyczuł.
- Spokojnie synek! - emeryt zatarł bochnowate dłonie - Tym razem to Unia zapłaci!
- Ale jakim cudem? - wyplułem sczerniałą od próchnicy końcówkę zęba na blat kuchennego stołu. Szkliwo stuknęło głucho.
- Rozkręcimy niszowe chałupnictwo folklorystyczne i poprosimy o dotację!
- Dziadek! Jedyną niszę jaką udało ci się kiedyś wypełnić to był sedes po weselu Cieplaka spod dwójki! Zresztą do tej pory spłacam wymianę armatury w jego klopie!
- I tym tropem myślowym pójdziemy! - Jacek oblizał wargi.
- Czyli, że co?
- Czyli, że kupimy w sklepie drewnianym trochę wytoczonych okrąglaków różnej średnicy, potniemy to na mniejsze kawałeczki, przyozdobimy to jakimś folklorystycznym akcentem i oddamy do sex-shopu lub na inny eksport! Mam nadzieję, że wypalarka jeszcze leży w pawlaczu?
- Leży, leży, ale co to niby będzie!
- Jak to co synek! Niszowy interes!

sobota, 4 stycznia 2014

Karta choroby

- Wiesz synek, - Dziadek Jacek spojrzał na mnie znad kubka parującej herbaty - spotkałem ostatnio Kryśkę. Pamiętasz Krysię z czwartego piętra? Taką tlenioną blondynę, co to pod kinem Moskwa sprzedawała rogale?
- Pamiętam. I co z tego?
- Ano tak znienacka przy trzeciej flaszce, żeśmy na tematy egzystencjalne weszli i wyobraź sobie, że ta prosta z pozoru niewiasta zadała mi bardzo trafne i głębokie zarazem pytanie! Co po nas zostanie po śmierci?
- Po tobie dziadek to jeszcze długo komornik na mojej pensji.
- Aj, się czepiasz gówniarzu! - emeryt zmarszczył brwi i lekko klepnął otwartą dłonią w blat stołu - przynajmniej wartość pieniądza dzięki temu poznałeś.
- Dużo do tego poznania mi nie zostaje...
- Ale tu nie o mnie chodzi, tylko o tę dziewkę prostą, co to przez całe życie te rogale pod kinem sprzedawała... - Jacek pokiwał głową i spojrzał przez kuchenne okno na podwórko, gdzie śmieciami z niedomkniętego kontenera wiatr miotał wściekle.
- Po tobie komornik, po niej zapis w karcie choroby.
- Ale ona chyba nieubezpieczona bidulka! - staruszek znów zapatrzył się w powierzchnię parującego napoju.
- Nie w jej karcie! W mojej!

środa, 1 stycznia 2014

Spam określa świadomość

Dziadek Jacek odpalił kompa. Nieco potrwało nim na monitorze wyświetliła się tapeta z parą dorodnych piersi przeplecionych komunijnym krzyżykiem.
- Wiesz synek, - popatrzył na mnie lekko przechylając głowę - otrzymuję ostatnio w ch_j reklamy Viagry na skrzynkę mailową.
- Byłbym zaniepokojony, - uśmiechnąłem się kwaśno do staruszka - gdyby nie na to...