środa, 15 stycznia 2014

Niszowy interes

Dziadek Jacek spojrzał na mnie tym swoim racjonalizatorskim wzrokiem. Zawsze tak patrzył kiedy wpadał na jakiś nowy pomysł zagospodarowania moich pieniędzy.
- Wiesz synek, - zaczął, powoli cedząc słowa - mam pomysł na dużą kasę!
Wiedziałem! Szlag i cholera jasna! Zacząłem nerwowo gryźć łyżeczkę do herbaty. Głośno chrupnęła górna trójka, a usta wypełnił dziwny niesmak.
Dziadek chyba coś wyczuł.
- Spokojnie synek! - emeryt zatarł bochnowate dłonie - Tym razem to Unia zapłaci!
- Ale jakim cudem? - wyplułem sczerniałą od próchnicy końcówkę zęba na blat kuchennego stołu. Szkliwo stuknęło głucho.
- Rozkręcimy niszowe chałupnictwo folklorystyczne i poprosimy o dotację!
- Dziadek! Jedyną niszę jaką udało ci się kiedyś wypełnić to był sedes po weselu Cieplaka spod dwójki! Zresztą do tej pory spłacam wymianę armatury w jego klopie!
- I tym tropem myślowym pójdziemy! - Jacek oblizał wargi.
- Czyli, że co?
- Czyli, że kupimy w sklepie drewnianym trochę wytoczonych okrąglaków różnej średnicy, potniemy to na mniejsze kawałeczki, przyozdobimy to jakimś folklorystycznym akcentem i oddamy do sex-shopu lub na inny eksport! Mam nadzieję, że wypalarka jeszcze leży w pawlaczu?
- Leży, leży, ale co to niby będzie!
- Jak to co synek! Niszowy interes!

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz