poniedziałek, 21 grudnia 2015

przePIS na kaczkę [2]


W Ministerstwie Obrony Narodowej trwają prace nad zapewnieniem Polsce dostępu do broni jądrowej. Taką informację podał wiceminister tomasz szatkowski w wywiadzie dla Polsat News 2.

Niedługo potem tenże sam wiceminister oświadczył, że:
"Nie trwają prace nad przystąpieniem Polski do programu Nuclear Sharing, który umożliwia dostęp do broni jądrowej członkom NATO, którzy takiej broni nie mają."

I niby nie ma tematu, i niby sprawy nie było, ale tomaszek skądś musiał wyłowić tę nowinę, bo w samodzielność myślenia jakoś nie wierzę. A łowisko myśli w tym ministerstwie może być tylko jedno...

sobota, 19 grudnia 2015

Nowicjusze

Ryszard zarzucił na ramiona ciężką, skórzaną kurtkę. Nerwowo namacał rękawy, wsuwając w nie kruche ramiona. Z butami poszło gorzej. Nie miał w zwyczaju rozwiązywać ich przy zdejmowaniu, a mocno poobrywane sznurówki ledwo pozwalały zesztukować choćby małą kokardkę. Międląc przekleństwa pod nosem z trudem wcisnął stopy w ciężkie glany i ponownie zacisnął supły na czarnych sznurowadłach.
- Już poszedłeś? - dobiegło z pokoju.
- Już prawie jestem na miejscu! - odpowiedział przez zaciśnięte zęby i nie czekając na odpowiedź małżonki, wyszedł z domu trzaskając drzwiami.
W sklepie przed półką stała już dwójka mężczyzn. Jeden z nich opisywał przez telefon trzymane w ręku opakowanie, drugi ważył w dłoniach dwie paczki, dwóch różnych firm.
- Co miesiąc kurwa to samo! - westchnął ciężko Ryszard - Czy okres musi je zaskakiwać jak zima drogowców? - sięgnął po opakowanie ulubionych podpasek żony i zapakował je do koszyka.
Kiedy stał przy kasie, spojrzał w kierunku opuszczonej przed chwilą sklepowej alejki. Dwójka mężczyzn nadal stała przed półką z podpaskami. Pierwszy opisywał przez telefon następne opakowanie, drugi ważył w dłoniach dwie kolejne paczki.
- Nowicjusze... - pomyślał, zapłacił i wyszedł.

czwartek, 3 grudnia 2015

MyLordzie #10


Już nie mój...

Jakiś czas temu, dokładnie po wyborach prezydenckich, kiedy opadł nieco kurz bitewny, a serce znowu zaczęło w miarę normalnie pompować krew, choć nie podobał mi się wybór większości (?), poprosiłem o danie p. Dudzie małego kredyciku zaufania. Dziś wiem, choć miałem nadzieję, iż kredyt spłacony zostanie z należnymi odsetkami, że zostałem przez pana AD zwyczajnie oszukany. Niestety to już ani mój prezydent, ani człowiek któremu powinienem okazywać szacunek (zawsze uważałem, że na to trzeba zasłużyć, bo to nie kokarda którą można przypiąć z urzędu do stanowiska, wieku czy wykształcenia).

A poniżej lista wstydu, którą p. AD w czasie trwania kampanii prezydenckiej nazwał umową programową z Polakami.
Dopisałem punkt 11 - nie bez powodu...

I proszę przypomnieć jak pan się nazywa?


zaPISki POlityczne [4]


Trybunał Konstytucyjny ogłosił, że czerwcowy wybór dwóch z pięciu sędziów Trybunału jest niezgodny z Konstytucją, a to oznacza, że trzech kandydatów wyłonionych przez PiS w listopadzie obejdzie się smakiem i nie dla nich sędziowskie stołki. Chyba szykuje się nam kolejne głosowanie pod osłoną nocy...

niedziela, 22 listopada 2015

zaPISki POlityczne [3]


- Nasz protest dotyczył informacji, jakie były podawane przez teatr i reżysera tego spektaklu - powiedział w TVP Info minister Piotr Gliński. W ten sposób tłumaczył, dlaczego wypowiadał się o spektaklu, którego nie widział i dlaczego domagał się też zdjęcia tej sztuki z afisza. Zresztą z kierowanego przez niego Ministerstwa Kultury i Dziedzictwa Narodowego wystosowało pismo do marszałka województwa dolnośląskiego Cezarego Przybylskiego w tej sprawie. Na szczęście panu Glińskiemu w dyplomatyczny sposób pokazano środkowy palec. Pomimo blokady wejścia przez wojujących katolików do przedstawienia doszło.

Jak widać USTOSUNKOWANIE się (brzmi to co najmniej dwuznacznie) do pornografii ministrowi nie wyszło...

zaPISki POlityczne [2]

czwartek, 29 października 2015

Substancja rakotwórcza

- Amerykańscy naukowcy doszli ostatnio do wniosku, że czerwone, wysoko przetworzone mięso jest rakotwórcze! - Jacek pokiwał z niedowierzaniem głową i spojrzał na mnie znad kart rozłożonej na stole gazety, oczekując jakiejś odkrywczej riposty.
- No i? - odpowiedziałem, krzywiąc się kwaśno.
- Tylko tyle?
- A co miałem niby powiedzieć. To wszystko co w temacie amerykańskich naukowców jest mi wiadome. Podsumowując: nie wiem, nie znam się, zarobiony jestem!
- Boś głupi jak Twój ojciec! - Jacek znowu pochylił się nad czasopismem - Już dawno mówiłem, że począwszy ode mnie, w naszej rodzinie mądrość dzieli się wśród potomków, a głupota mnoży!
- Z tego co pamiętam, to ojciec głupi nie był! Nawet jakiegoś tytułu się dorobił, sztukę w kilku aktach napisał!
- To nie był tytuł tylko pseudonim, i się nie dorobił tylko nakradł. A z tą sztuką w kilku aktach, to się znalazł we wszystkich, bo to były jego akta! Policyjne! - Dziadek pokiwał głową i westchnął ciężko - Jeszcze kilka lat potrzymają go w tym teatrze...
Ja również westchnąłem. Torebka świeżo zaparzonej herbata ledwo co zabarwiła wrzątek nalany do kubka. Ale nie dziwi nic. To już trzecia w tym dniu herbata, a torebka ciągle ta sama. Ta sama co wczoraj i przedwczoraj. I trzy dni wcześniej też...
- A wiesz synek co jest najbardziej rakotwórcze na świecie?
- No nie wiem. Cukier?
- Pudło!
- Odpady nuklerane? Pył węglowy? Azbest? Kaszanka?
- Pudło! Pudło! Pudło! Pudło!
- To co?
Jacek znowu pokiwał głową i sięgnął po odstawiony przeze mnie przed chwilą kubek. Siorbnął lekko mocno już wystudzony płyn i zapatrzył się w spacerującego po parapecie kuchennego okna gołębia.
- Życie, synek! Po prostu życie...

wtorek, 30 czerwca 2015

Proces cykliczny

- Wiesz synek - Dziadek Jacek wyszedł z ubikacji, otrzepując energicznie mokre dłonie. Na podłodze pojawiło się kilka kropel, podobnie na ścianie i na kupionej ledwo przedwczoraj kurtce, wiszącej na gwozdku wbitym obok sąsiadujących z wychodkiem drzwi wyjściowych - takie marzenie mnie męczy ostatnio...
- Ręczniki są! - spojrzałem z niesmakiem na ochlapany przedpokój.
- Ale ja rąk nie myłem! - Jacek zmarszczył czoło, wcisnął za spodnie wystający z rozporka skrawek koszuli i dociągnął suwak - Czasami mam chęć wyjechać z tego grajdoła, zostać subskrybentem osłon socjalnych takiej na przykład Szwecji i mieć wszystko w okrężnicy. Tylko, że dupy nie chce mi się ruszyć! - Dziadek usadowił się na kuchennym stołku -  I co zrobić w tej sytuacji?
- Wyprowadzić się nad morze!
- Czyli?
- Czyli, że kiedyś i tak Polska ze Szwecją się połączy. Wystarczy poczekać!
- Jak to? - Dziadka najwyraźniej zaciekawiła i zachwyciła perspektywa takiej fuzji.
- Bo widzisz - przysunąłem się do emeryta i lekko ściszyłem głos, nadając mu mocno tajemniczy ton - pomiędzy 300 a 180 milionami lat temu na Ziemi istniał jeden superkontynent - Pangea. Nie kilka, jak mamy teraz, lecz jeden wielki. Nie był pierwszy, ale niewątpliwie najbardziej znany. Ponoć taki rozdział i późniejsze schodzenie się ziemi jest procesem cyklicznym, wszystko wskazuje więc, że kiedyś... - zawiesiłem głos i pokiwałem głową.
- Kontynenty znowu się połączą! - Dziadek otworzył usta i wybałuszył lekko oczy.
- Właśnie! Więc jeśli znowu nastąpi takie zespolenie, to może Skandynawię przesunie na tyle blisko, że będzie można do niej w kwadrans dojść. Zresztą co się będziemy rozdrabniać! Zaraz po połączeniu, skręcając lekko w lewo, tuż za Kopenhagą mógłbyś kupić pampersy w amerykańskim Walmarcie, potem zajrzeć do Wielkiego Kanionu, a w drodze powrotnej pieluchy zwrócić! Że niby Ci nie pasowały!
- Czyli, że starczy rozłożyć się biwakiem na wydmie i czekać?
- W rzeczy samej!
Dziadek poderwał się ze stołka i wybiegł z kuchni.
- A Ty gdzie? Tylko nie mów, że się już pakujesz?!
- A gdzie tam! - emeryt wpadł jak burza do ubikacji. Coś tam wystękał zza zamkniętych z hukiem drzwi o kłopotach z pęcherzem, ja tymczasem stanąłem w korytarzu z ręcznikiem w ręku. Bo ściana i podłoga to betka - szmatą się przejedzie. Kurtki szkoda!

czwartek, 11 czerwca 2015

Magia pozytywnych wzorców

- Wiesz synek - Dziadek Jacek oparł głowę na wielkiej niczym bochen dłoni i spojrzał rozmarzony przez okno, na śmieci targane wiatrem po podwórku - ilekroć nic mi się nie chce, myślę o tych wszystkich ludziach, którzy osiągnęli sukces poprzez wyrzeczenia, ból, trud, znój oraz ciężką pracę i... - staruszek zawiesił głos.
- Wiem, pozytywne przykłady działają na Ciebie mobilizująco...
- A gdzie tam! Tym bardziej mi się kur_a nic nie chce!

poniedziałek, 1 czerwca 2015

Wartość bazowa

- Wiesz synek - Dziadek Jacek spojrzał smutno na stojącą na parapecie wyschniętą paprotkę, nie przestając leniwie kręcić łyżeczką w zaparzonej przed chwilą herbacie - każdy nowy tydzień trzeba witać ze zdwojoną energią.
- Jakoś tego po tobie nie widać! - wyjrzałem zza wyciągniętej przed chwilą z osiedlowego kosza gazety.
- Złudzenie, ułuda, imaginacja... Wewnętrznie aż kipię! - twarz dziadka, wbrew słowom, nadal wyrażała ogólne znudzenie.
Położyłem gazetę na stole.
- To gdzie ta energia? Gdzie ten wspomniany animusz? - zachichotałem, kiedy jednak emeryt spojrzał na mnie kwaśno, zdjąłem uśmiech z twarzy.
- Ale to prawda synek, energii, jak w każdy poniedziałek, mam za dwóch. Jaka jest jednak jej wartość zależy od taksy, wielkości bazowej, punktu odniesienia...
- A jaka jest dziś Twoja wartość bazowa?
- Kulawy Staszek spod czwórki...
Spojrzałem na wyschniętą paprotkę. Zza sztywnych badyli wystających z nadkruszonej, ceramicznej doniczki dojrzałem ławkę pod klatką schodową bloku naprzeciwko. Leżał na niej z Staszek. Jak co tydzień po niedzieli pijany w trzy dupy.

piątek, 29 maja 2015

Markrętingowy (nie)poradnik [5]

Pokazuję i wyjaśniam!
Nie mam nic (jeszcze) do nowego prezydenta. Choć to nie człowiek z mojej bajki
(tak się złożyło, że żaden z kandydatów nie wpisał się w moją bajkę), 
to dałem mu mały kredycik zaufania (taką pożyczkę chwilówkę bardziej).
Mam nadzieję, że nie wsadzą mnie za obrazę majestatu, choć jeśli już, to proszę
gdzieś blisko domu, żeby żona nie musiała długo jechać wioząc fajki w roladzie makowej
(chwila - ja nie palę!),
i wódkę w obcasach butów
(chwila - ja nie piję)!
Tylko jeśli nie palę i nie piję, to na cholerę żona ma w ogóle przyjeżdżać!?

piątek, 22 maja 2015

MyLordzie #9

W związku z faktem, że głębokość poprzedniego żartu poraziła intelektualnie
wielu Czytelników (moje poczucie humoru dziwnymi chadza ścieżkami),
postanowiłem zamieścić wersję uproszczoną...

piątek, 17 kwietnia 2015

Niech TO zostanie między nami...

- Ty Dziadek serca nie masz? - po półgodzinie wrzasków na emeryta związanych z trzecią w tym miesiącu interwencją policji, ledwo udawało mi się wydobyć głos z obolałego gardła - Dopiero spłaciłem ostatnią ratę jednego kolegium, ty nam załatwiasz kolejne! Z tych kar i mandatów można by było wyżywić pół afrykańskiego państwa! Czy Ty czerpiesz z tego jakąś chorą satysfakcję! A może to kurwa takie hobby, doprowadzić wnuka do łez i bankructwa!
- A bo baby tajemnicy dochować intymnej nie potrafią! - Dziadek spojrzał na mnie wzrokiem skrzywdzonego szczeniaka. Opadłem bezsilnie na fotel.
- Czyli?
- Czyli, że wyznałem tej biuściastej kioskarce, moje pożądanie!
- Od tego nie sprowadzają patrolu z kaftanem!
- A do mnie sprowadzili! - staruszek uśmiechnął się triumfalnie.
- To jak to było naprawdę... - westchnąłem głośno.
- No bo powiedziałem, że na jej widok mi staje...
- Ohydne, ale to raczej powód do dania w ryja, a nie kary finansowej...
- Potem poprosiłem ją żeby TO zostało między nami...
- I z tego powodu cały ten raban?
- Właśnie! Myślał by kto, że fiut na ladzie to takie wielkie halo...
- Wyjąłeś... - nie dokończyłem myśli, bo nagle połknięta ślina wpadła nie do tej dziurki co potrzeba, wywołując dziki kaszel. Dziadek klepnął mnie z całej siły po plecach.
- Przecież powiedziałem jej, żeby TO zostało między nami, a między nami była akurat lada!

piątek, 20 marca 2015

Z życia wzięte: Mały Wielki Plan

Mojej żonie, pielęgniarce wielokrotnie dyplomowanej, ktoś jakiś czas temu, po partyzancku, wkaszlnął gruźlicę (napisałbym prątka, ale wielu może głupio skojarzyć, więc nie napiszę, że prątka) w płuca. Zastanawiałem się za jakie grzechy! Kobieta nic złego dla światowego pokoju nie uczyniła, temperaturą cielesną nie wpływa za mocno na globalne ocieplenie, a tu bach!
Trochę leżała w szpitalu (w tym wypadku "trochę" to jednostka czasu, a nie masy), dostała swoje zdjęcie RTG, ale trudno to uznać za jakąś wyjątkową promocję w NFZ z której wypada skorzystać i głupio byłoby odmówić.
- Za co? - pytałem Stwórcę - W jakiż to wielki plan wpisała się gruźlica mojej żony, o Trójkątnooki!?
Teraz już wiem, że nic na świecie nie dzieje się bez powodu, a plan, może nie taki wielki, ale jednak, istnieje. Otóż dziś, rok przeszło od Jej choroby, dzięki zdjęciu rentgenowskiemu, mogliśmy oglądać zaćmienie słońca!

środa, 18 marca 2015

NiezRĘCZNIK

Kąpiel zawsze mnie odprężała. Kładłem się wtedy w wannie, opierając tył głowy o jej rant i śród pękających powoli bąbelków piany oddawałem kontemplacji. Stan ten niestety nie trwał zbyt długo. Żeliwo pokryte pożółkłą emalią szybko wysysało gorąc z wrzątku wlanego z wielkiej termy wiszącej pod sufitem. Zazwyczaj jeszcze kilka razy dolewałem sobie wody, starając przedłużyć stan fizycznego i psychicznego odprężenia, niestety nie tym razem. Akurat tego dnia ciepłej wody starczyło ledwo na dno.
Powód był jasny - Dziadek, do jasnej cholery!
Szybko dokonałem ablucji, starając się uprzedzić pojawienie gęsiej skórki na ciele. Przed wyjściem z wanny ochlapałem jeszcze twarz, zanurzyłem rękę w mętnej wodzie i wyciągnąłem gumowy korek, blokujący do tej pory lekko przyrdzewiały odpływ. Coś zabulgotało, a na powierzcni pokrytej resztkami piany wyprysł wielki bąbel powietrza uwolnionego z rury.
Chwyciłem ręcznik i przyłożyłem wilgotny materiał do twarzy. Nozdrza zaatakował dziwny zapach. Stęchlizna i coś jeszcze. Niby znajomy, ale trudny do natychmiastowego zdefiniowania.
- Ile razy Ci mówiłem, żebyś nie korzystał z moich ręczników! - krzyknąłem wychodząc z łazienki - I co żeś cholera robił, że zmarnowałeś tyle wody!?
Jacek podniósł głowę znad gazety rozłożonej na kuchennym stole.
- A wiesz synek - podrapał się po czole, odklejając przy okazji kosmyk mokrych włosów przyklejonych do lewej skroni - śmieszna sytuacja. Ubawisz się.
Usiadłem przy staruszku przecierając wilgotny kark. Jacek uśmiechnął się szeroko.
- Zanim zacząłem myć głowę, przypomniałem sobie, że już nasikałem do wanny, więc musiałem wymienić wodę! Wiesz jaki jestem obrzydliwy... - spojrzałem na emeryta nie dowierzając temu, co słyszę. Tajemniczy zapach nagle przestał być tak tajemniczy.
- Ale chyba wytarłeś się w swoje ręczniki? - odruchowo złapałem szmatkę w dwa palce i odsunąłem jak najdalej od siebie.
- No oczywiście, że tak! - Jacek zamaszyście przerzucił stronę gazety.
Odetchnąłem z ulgą i wytarłem twarz w miękki materiał.
- Ale jak już wymyłem i spłukałem głowę, znowu mi się zachciało, a rozumiesz chyba, że moje ręczniki już wtedy były mokre...
Nie zdążyłem dobiec do ubikacji. Zwymiotowałem w korytarzu...

poniedziałek, 16 marca 2015

Markrętingowy (nie)poradnik [1]

Na moim drugim blogu pojawiło się już kilka krótkich historyjek z życia pewnego Krzyśka - przeciętnego pracownika działu handlowego pewnego przeciętnego wydawnictwa. Dziś po raz pierwszy Krzysiek zawitał na Pacynce, gdzie poprowadzi (nie)poradnik markrętingowy, skierowany do wszystkich tych, do których jest skierowany...
Wkrótce kolejne porady markrętingu politycznego otrzymają nasi kandydaci prezyDĘCI.


wtorek, 10 marca 2015

Kiedy zaczyna się życie...

- Widziałeś ten nekrolog na klatce? - spytałem Dziadka wchodząc do mieszkania.
- Ano widziałem! - Jacek uśmiechnął się lekko, mijając mnie w korytarzu. Wychodził akurat z ubikacji z rulonem gazety pod prawą pachą. Odwróciłem się plecami, niby że poprawiając zawieszoną przed chwilą kurtkę. Wolałem mu w tym momencie nie podawać ręki.
- Która to ta Badylakowa, bo nie kojarzę?
Dziadek umościł się na stołku w kuchni i rozłożył gazetę na blacie stołu. Zamyślił się, jakby próbując wyłowić z pamięci twarz nieboszczki.
- A to chyba teściowa tego smutnego i przygaszonego Wincentego z klatki naprzeciwko. Siedemdziesięciu dziewięciu dożyła. Za tydzień miałaby równą osiemdziesiątkę.
- A to dziwne, bo mijałem go przed blokiem - usiadłem obok Dziadka i sięgnąłem po niedopitą ranną herbatę - i raczej nie wyglądał na przybitego.
- Ja mu się tam mocno nie dziwię. Raszpla wredna była jak cholera.
- Nie mogło być tak źle chyba!
- Było chłopie, oj, było... - staruszek przerzucił strony gazety i zatrzymał się na wielkiej krzyżówce panoramicznej - Niby nie powinno się źle mówić o zmarłej, ale jak nie ma czego dobrego wspominać, to co zrobisz? Powiem Ci jednak, że się Wincenty za te wszystkie lata ucisku zemścił na wiedźmie!
- Czyli, że co?
- Kazał na tablicy nagrobnej napisać "Życie zaczyna się po osiemdziesiątce"...
- Ale przecież ona nie żyje!
- Ale on dopiero zaczął!
Na podwórku ktoś zaśpiewał nieczysto:
"Jedna baba drugiej babie wsadziła do dupy grabie..."

środa, 18 lutego 2015

Rozdwojenie jaźni

- Wiesz synek - Jacek na chwilę przestał rysować palcem skomplikowane wzory w rozsypanej na blacie kuchennego stołu soli i spojrzał na mnie ponuro spod krzaczastych brwi - chyba zacznę używać dwojga nazwisk.
- Ale przecież - zaprotestowałem cicho - Ty nie masz drugiego nazwiska.
- Co nie oznacza, że mieć nie mogę...
- Niby fakt. Za kasę, której niestety nie masz, można dziś nawet ochrzcić i adoptować glistę. Tylko na cholerę Ci to?
- Bo widzisz - Jacek znowu pochylił się nad rozrzuconymi chaotycznie kryształkami soli - lubię wiedzieć z kim mam do czynienia w swoim zaburzeniu dysocjacyjnym tożsamości...

czwartek, 12 lutego 2015

Tłusty czwartek

W tłusty czwartek mężczyznami targają trylematy logiczne, czyli schematy wnioskowania, w którym obok trzech zdań warunkowych występuje potrójna alternatywa.
- Patrząc na siebie myśli - żeby nie poszło w cycki!
- Patrząc na żonę myśli - żeby poszło w cycki!
- Patrząc na teściową myśli - żeby poszło...

środa, 4 lutego 2015

Zagłosuj na Czasami Kalafior!


Zapewne wielu z Was (a przynajmniej wszyscy Ci którzy mnie znają) zastanawia się, co też na moim blogu robi ten baner. Tak, choć zapewniałem, że nie będę Was namawiał do oddawanie na mnie głosów, postanowiłem zmienić zdanie. Hipokryzja? Niekoniecznie!

Choć moja opinia na temat wybierania najlepszego bloga poprzez głosowanie sms-owe nie zmieniła się, to dotarło do mnie, że w tym roku, wystawiając bloga Czasami Kalafior nie walczę tylko o laur dla siebie - walczę o jeszcze jednego człowieka, któremu wydając "Purystyczny Poradnik Młodego Psychopaty" postanowiłem pomóc. A więc im więcej osób wie o blogu i poradniku, im dalej zajdzie on w konkursie, tym większa może być moja pomoc dla pewnego niesamowitego dzieciaka - Mateusza. Choć wystawiłem jeszcze dwa inne blogi, choć do konkursu zgłosiłem dwa teksty, proszę o Wasze głosy tylko na ten jeden - na Czasami Kalafior.

Wysyłajcie więc sms-y o treści H11468 na numer 7122.

Koszt sms-a to 1,23 zł. Dochód z sms-ów zostanie przekazany Fundacji DZIECI NICZYJE, która pomaga dzieciom doświadczającym przemocy!

piątek, 30 stycznia 2015

poniedziałek, 26 stycznia 2015

Emerytowany hejter

Dziadek Jacek zdecydował się zostać anonimowym hejterem. Żeby odwrócić od siebie podejrzenia ewentualnych dociekliwców, postanowił shejtować na początek samego siebie, by potem tym swobodniej, nie obawiając się rozpoznania, pociągnąć ten proceder względem innych.
Długo nie musiał wymyślać treści postu, to była pierwsza myśl jaka przyszło mu do głowy.
- Bóg nie istnieje! - napisał drżącą dłonią.
- Ty miękka fajo! - dodał po chwili zajadły komentarz.
Niestety wbrew oczekiwaniom nikt nie polubił ani samego statusu, ani tym bardziej dodanej pod nim ciętej riposty. Dziadek jednak tkwił niewzruszony i oczekiwał na ciąg dalszy kontrowersyjnego dyskursu. Tymczasem nikt nie podjął rozmowy, nie odniósł się do kwestii istnienia Boga, ani tym bardziej jędrności wymienionego w komentarzu przyrodzenia. Jacek siedział tak kilka godzin wgapiając się coraz mniej świadomym wzrokiem w krągłe kształty liter. Aż zasnął...

Kiedy wróciłem do domu, zobaczyłem staruszka śpiącego przy stole z głową wspartą na blacie.
Chwyciłem go za ramię. Dziadek podskoczył jak oparzony i wbił we mnie nieprzytomne spojrzenie.
- Hejtowanie to mocno przereklamowana sprawa! - powiedział cicho, ziewnął i szurając przydeptanymi bamboszami udał się do łazienki.
Dopiero wtedy mój wzrok trafił na kontrowersyjny wpis. Postanowiłem podjąć wymianę myśli zainicjowaną przez Jacka.
Gdy przybijałem wieńczącą zjadliwe dzieło kropkę, emeryt wrócił do kuchni. Usiadł na stołku ocierając mokrą twarz błękitnym ręcznikiem frotte, który w zeszłym roku podprowadził z pobliskiego hotelu. Zobaczywszy mój dopisek zamarł.
- A jednak to działa! - uśmiechnął się szeroko odsłaniając niepełny zgryz i różowe dziąsła.

Znalazłem go w nocy, leżącego pod kuchennym stołem. Na brązowym blacie leżała ta sama kartka, na której wieczorem dopisałem swój komentarz. Pod spodem z gotyckim rozmachem Dziadek wykaligrafował wersalikiem "I TOBIE TEŻ SYNEK!"

niedziela, 25 stycznia 2015

Wyrwane z kontekstu

- Wiesz synek - Dziadek Jacek usiadł przy kuchennym stole, masując szyję w okolicach przełyku i krzywiąc się przy tym kwaśno - właśnie przekonałem się czym jest myśl wyjęta z kontekstu.
- Niesamowite! - spojrzałem na emeryta podejrzliwie - A ja myślałem, że całe Twoje życie jest zbiorem takich właśnie wyjęć...
- Nie mędrkuj gówniarzu! - Jacek na chwilę przerwał masowanie krtani i podniósł groźnie dłoń wielkości bochna chleba. Już nie raz poklepał mnie w ramach sympatycznych familijnych impresji, wolałem więc unikać zderzenia z nią w momencie dziadkowej frustracji. Miałbym tyle samo szans co rowerzysta w konfrontacji z opancerzonym wozem bojowym.
- No już dobra! - wyszeptałem pojednawczo, na wszelki wypadek jednak odsuwając się poza pole rażenia i odruchowo zasłaniając twarz kruchym ramieniem - Co się stało tym razem?
- Oglądałem reklamę jakiegoś ziołowego środka na uspokojenie. Myślę sobie, a co mi tam, niby spokojny jestem ponad normę, ale od przybytku głowa nie boli.
- I...
- Niestety obejrzałem tylko jej początek i koniec. Kiedy takie dwie baby diagnozowały przyczyny wewnętrznego niepokoju i... - Dziadek zawiesił głos i znowu zaczął rozmasowywać krtań - ... potem, kiedy cieszyły się z niskiej ceny.
- No i...
- No i zjadłem nasze ostatnie pięć złotych!

Życiowe wybory

Wchodząc ostatnio na targowicę, spotkałem dwójkę emerytów, z których jeden (dość głośno) przekonywał drugiego, że "nic z tych rzeczy" i "nawet o tym nie myśl", bo kasę to on dostał od Jadzi na fryzjera, drugi zaś (jeszcze głośniej) wyrażał swoją dezaprobatę na marnotrawienie środków zdeponowanych u tego pierwszego, a otrzymanych od wspomnianej Jadzi. Argumenty padały różne z obu stron. Pierwszy z uporem maniaka wspominał coś o konieczności poprawy koszmarnego stanu owłosienia, drugi podejmował problem długości i wątpliwej jakości ludzkiego życia. Dziadków obserwowałem jakieś pięć minut, stojąc w kolejce po chleb. Potem gdzieś mi zniknęli...
Ponownie spotkałem ich wychodząc z targowicy. Prowadząc się pod rękę szli lekkimi zakosami alejką sektora mięsnego. Chwilowy poziom jakości życia obu jakby się podniósł, ale grzywka tego pierwszego nadal wyglądała koszmarnie.
I taka mnie czułość ogarnęła - bo w życiu już tak jest, że czasem nad własne przyjemności trzeba przedłożyć szczęście drugiego człowieka. Ciekawy tylko jestem czy dla szanowanej Jadzi większość wartość nad wygląd mają takie bezinteresowne porywy serca.

niedziela, 18 stycznia 2015

Chemia zawiodła


BRh- (7)

Plaża żywicielka...

- Słuchaj synek - Dziadek Jacek zaciągnął suwak puchowej kurtki i wcisnął na głowę wełnianą czapkę - tak się właśnie zastanawiałem nad naszą sytuacją finansową i doszedłem do wniosku, że skoro sobie nie radzisz w roli głowy rodziny i przewodnika stada, to jakoś ci pomóc muszę.
Cmoknąłem zaskoczony, bo jak na razie emeryt pełnił w naszym domu raczej rolę dość kosztownego pasożyta niż użytecznego pomocnika. Mało tego, wszelkie kłopoty jakie pukały do drzwi w mniejszym lub większym stopniu sprokurowane były przez staruszka, pomyślałem jednak, że z ewentualnymi wypominkami poczekam do wyjaśnienie sprawy całej.
- Czyli, że co?
- Czyli, że postanowiłem się zająć zbieractwem, a konkretnie tym, co morze w łaskawości swojej na brzeg wyrzuci. Jak znajdzie się jakieś drewno, będziemy mieli czym nasze gniazdko ogrzać, jeśli rybkę jakąś śniętą, albo marynarza na ten przykład, zrobimy wędliny, jeśli wodorosty - surówkę...
Zatkało mnie. Tymczasem Jacek zarzucił płócienną torbę na ramię i wyszedł z domu, trzaskając głośno drzwiami. Dopiero po chwili w pełni dotarła do mnie treść dziadkowej deklaracji. W głowie zawrzało. Powiedzieć mu, że na naszej szerokości geograficznej to raczej nie ma sensu, bo przecież mieszkamy jakieś pięćset kilometrów od najbliższej plaży, a w domu jest centralne ogrzewanie, czy też nie.
Podbiegłem do okna. Na podwórku emeryt rozmawiał właśnie z listonoszem. Zrobiło mi się żal współlokatora. Było nie było to jednak rodzina. Do dupy, ale jednak rodzina. Jak to się mówi krew z krwi...
Otworzyłem lufcik i wrzasnąłem na całe gardło.
- Dziadek! - Jacek popatrzył w moim kierunku - Weź rękawiczki i szalik, bo od morza strasznie dziś wieje!
Pod stopami emeryta wylądowała zmiędlona kupka garderoby.

Books Not Dead

W 2014 roku, kiedy poszukiwałem partnerów Bazgroła (informacje o nim znajdziecie w poprzednim poście), udało mi się skontaktować z Radkiem Mysłkiem z Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy. Jak się okazało nasza współpraca nie ograniczyła się tylko do wsparcia konkursu (Jurek Owsiak przygotował rysunki dla dzieciaków), lecz zaowocowało jeszcze jedną akcją - zbieraniem książek dla bibliotek, czyli Books Not Dead.

Idea była prosta - zorganizowanie namiotu, do którego podczas 20. Przystanku Woodstock w Kostrzyniu ludzie przynosić będą książki, które potem rozwiezione zostaną do wszystkich zainteresowanych. Choć komunikat pojawił się ledwo na tydzień przed imprezą udało się zebrać kilkaset pozycji, które powędrowały do lokalnych bibliotek. Owszem, zgłoszeń do podziału woodstockowych łupów było więcej, ale przecież od czegoś trzeba zacząć!

Kiedy na początku 2014 roku omawialiśmy co chcemy zrobić, jak akcja ma wyglądać i kto mógłby się w Books Not Dead zaangażować, musieliśmy mocno wstrzymywać konie rozbudzonej wyobraźni. Jak się okazało całkiem słusznie, bo choć potencjał Przystanku jest ogromny, to dotarcie do miejsca jakie sobie wyznaczyliśmy niestety trochę potrwać musi i to nawet mając wsparcie takiego mecenasa jakim jest firma Matras, która z wielkim entuzjazmem podeszła do naszych planów.

Bo nam nie chodzi tylko o zbieranie książek, chcemy by w ramach Akademii Sztuk Przepięknych powstała aleja literacka, gdzie będzie można nie tylko przynieść książki dla potrzebujących, lecz również spotkać pisarzy i ludzi związanych z branżą wydawniczą, porozmawiać z nimi, poradzić się czy po prostu przyjacielsko przybić żółwika.

Mam nadzieję, że powoli, z roku na rok Books Not Dead będzie rosło, że nie tylko wspomożemy potrzebujące biblioteki (o ich problemach postaram się napisać już wkrótce), ale utrwalimy miłość do książek wśród tysięcy starych i zarazimy nią tysiące nowych czytelników.

Jeśli chcecie być na bieżąco z postępami w przygotowaniach do drugiej edycji zbiórki, zaglądajcie na profil na facebooku (skończył się 23, finał WOŚP więc spokojnie będziemy mogli rozpocząć przygotowania) - jeśli chcecie zgłosić swoją bibliotekę do podziału łupów, kontaktujcie się za pośrednictwem maila - biblioteka@duzeka.pl

Komunikat zachęcający do wzięcia udziału w pierwszej edycji znajdziecie TUTAJ.

Moja własnoręczna córka Majka na stoisku


Część zebranych książek - mogło być lepiej, ale przecież od czegoś trzeba zacząć!

sobota, 17 stycznia 2015

BAZGROŁ 2015

Kiedy 6 lat temu rozpoczynałem przygodę z Bazgrołem, nie sądziłem, że akcja ta rozrośnie się do takich rozmiarów, że uda mi się zachęcić do współpracy tyle firm, znanych osób, mediów, a przede wszystkim dużych i małych twórców. 

Bazgroł to konkurs nietypowy, który już dawno wyszedł poza granice naszego pięknego kraju i staje się powoli największym konkursem literacko - plastycznym dla dzieci w wieku 0-100+ w Europie, a może i na świecie! Nie wierzycie? Wystarczy spojrzeć na to, co udało się zdziałać przy 5. edycji (a przecież tradycją jest, że każda następna edycja akcji jest większa od szanownej poprzedniczki!).

O co w nim chodzi? Do udziału zapraszam duety (zespoły) autorskie dziecko-dziecko, dziecko-dorosły, gdzie jedna osoba pisze bajkę / baśń / opowiadanie / tworzy scenariusz komiksu, druga wykonuje do tak powstałego tekstu ilustracje / zdjęcia / komiks. Dzieci, które z jakiś powodów nie mogą znaleźć sobie partnera lub chcą dodatkowo pochwalić się swoją pracę mogą skorzystać z tzw. "gotowców", czyli prac przygotowanych przez zawodowców (pisarzy i grafików) oraz osoby znane i lubiane (wystarczy zajrzeć na stronę konkursową do zakładki - Gotowce dla wszystkich).

Finał odbędzie się 16 maja 2015 roku o godz. 12.00 podczas Warszawskich Targów Książki na Stadionie Narodowym.

Więcej informacji znajdziecie na stronie konkursowej! Oczywiście na razie nie ma ich zbyt dużo, ale z czasem dobrych wieści będzie przybywać.

Zapytacie - czemu informacja ta znalazła się na blogu, którego treści przeznaczone są w większości do ludzi dorosłych? Bo - jak wspomniałem - w duetach występować mogą (oczywiście z dzieckiem) również dorośli. Namówcie więc swoje pociechy, pociechy znajomych, przekażcie informację o akcji do przedszkola, szkoły, biblioteki, domu kultury! Nieście wieść przez kraj nasz piękny, jak jest długi i szeroki, nieście ją po Europie, obu Amerykach, Azji, Afryce, obu kołach podbiegunowych!

Zabazgrolmy ten świat!

Ave Cezar, darz bór i na Kowno!