wtorek, 10 marca 2015

Kiedy zaczyna się życie...

- Widziałeś ten nekrolog na klatce? - spytałem Dziadka wchodząc do mieszkania.
- Ano widziałem! - Jacek uśmiechnął się lekko, mijając mnie w korytarzu. Wychodził akurat z ubikacji z rulonem gazety pod prawą pachą. Odwróciłem się plecami, niby że poprawiając zawieszoną przed chwilą kurtkę. Wolałem mu w tym momencie nie podawać ręki.
- Która to ta Badylakowa, bo nie kojarzę?
Dziadek umościł się na stołku w kuchni i rozłożył gazetę na blacie stołu. Zamyślił się, jakby próbując wyłowić z pamięci twarz nieboszczki.
- A to chyba teściowa tego smutnego i przygaszonego Wincentego z klatki naprzeciwko. Siedemdziesięciu dziewięciu dożyła. Za tydzień miałaby równą osiemdziesiątkę.
- A to dziwne, bo mijałem go przed blokiem - usiadłem obok Dziadka i sięgnąłem po niedopitą ranną herbatę - i raczej nie wyglądał na przybitego.
- Ja mu się tam mocno nie dziwię. Raszpla wredna była jak cholera.
- Nie mogło być tak źle chyba!
- Było chłopie, oj, było... - staruszek przerzucił strony gazety i zatrzymał się na wielkiej krzyżówce panoramicznej - Niby nie powinno się źle mówić o zmarłej, ale jak nie ma czego dobrego wspominać, to co zrobisz? Powiem Ci jednak, że się Wincenty za te wszystkie lata ucisku zemścił na wiedźmie!
- Czyli, że co?
- Kazał na tablicy nagrobnej napisać "Życie zaczyna się po osiemdziesiątce"...
- Ale przecież ona nie żyje!
- Ale on dopiero zaczął!
Na podwórku ktoś zaśpiewał nieczysto:
"Jedna baba drugiej babie wsadziła do dupy grabie..."

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz