środa, 18 marca 2015

NiezRĘCZNIK

Kąpiel zawsze mnie odprężała. Kładłem się wtedy w wannie, opierając tył głowy o jej rant i śród pękających powoli bąbelków piany oddawałem kontemplacji. Stan ten niestety nie trwał zbyt długo. Żeliwo pokryte pożółkłą emalią szybko wysysało gorąc z wrzątku wlanego z wielkiej termy wiszącej pod sufitem. Zazwyczaj jeszcze kilka razy dolewałem sobie wody, starając przedłużyć stan fizycznego i psychicznego odprężenia, niestety nie tym razem. Akurat tego dnia ciepłej wody starczyło ledwo na dno.
Powód był jasny - Dziadek, do jasnej cholery!
Szybko dokonałem ablucji, starając się uprzedzić pojawienie gęsiej skórki na ciele. Przed wyjściem z wanny ochlapałem jeszcze twarz, zanurzyłem rękę w mętnej wodzie i wyciągnąłem gumowy korek, blokujący do tej pory lekko przyrdzewiały odpływ. Coś zabulgotało, a na powierzcni pokrytej resztkami piany wyprysł wielki bąbel powietrza uwolnionego z rury.
Chwyciłem ręcznik i przyłożyłem wilgotny materiał do twarzy. Nozdrza zaatakował dziwny zapach. Stęchlizna i coś jeszcze. Niby znajomy, ale trudny do natychmiastowego zdefiniowania.
- Ile razy Ci mówiłem, żebyś nie korzystał z moich ręczników! - krzyknąłem wychodząc z łazienki - I co żeś cholera robił, że zmarnowałeś tyle wody!?
Jacek podniósł głowę znad gazety rozłożonej na kuchennym stole.
- A wiesz synek - podrapał się po czole, odklejając przy okazji kosmyk mokrych włosów przyklejonych do lewej skroni - śmieszna sytuacja. Ubawisz się.
Usiadłem przy staruszku przecierając wilgotny kark. Jacek uśmiechnął się szeroko.
- Zanim zacząłem myć głowę, przypomniałem sobie, że już nasikałem do wanny, więc musiałem wymienić wodę! Wiesz jaki jestem obrzydliwy... - spojrzałem na emeryta nie dowierzając temu, co słyszę. Tajemniczy zapach nagle przestał być tak tajemniczy.
- Ale chyba wytarłeś się w swoje ręczniki? - odruchowo złapałem szmatkę w dwa palce i odsunąłem jak najdalej od siebie.
- No oczywiście, że tak! - Jacek zamaszyście przerzucił stronę gazety.
Odetchnąłem z ulgą i wytarłem twarz w miękki materiał.
- Ale jak już wymyłem i spłukałem głowę, znowu mi się zachciało, a rozumiesz chyba, że moje ręczniki już wtedy były mokre...
Nie zdążyłem dobiec do ubikacji. Zwymiotowałem w korytarzu...

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz