piątek, 30 stycznia 2015

poniedziałek, 26 stycznia 2015

Emerytowany hejter

Dziadek Jacek zdecydował się zostać anonimowym hejterem. Żeby odwrócić od siebie podejrzenia ewentualnych dociekliwców, postanowił shejtować na początek samego siebie, by potem tym swobodniej, nie obawiając się rozpoznania, pociągnąć ten proceder względem innych.
Długo nie musiał wymyślać treści postu, to była pierwsza myśl jaka przyszło mu do głowy.
- Bóg nie istnieje! - napisał drżącą dłonią.
- Ty miękka fajo! - dodał po chwili zajadły komentarz.
Niestety wbrew oczekiwaniom nikt nie polubił ani samego statusu, ani tym bardziej dodanej pod nim ciętej riposty. Dziadek jednak tkwił niewzruszony i oczekiwał na ciąg dalszy kontrowersyjnego dyskursu. Tymczasem nikt nie podjął rozmowy, nie odniósł się do kwestii istnienia Boga, ani tym bardziej jędrności wymienionego w komentarzu przyrodzenia. Jacek siedział tak kilka godzin wgapiając się coraz mniej świadomym wzrokiem w krągłe kształty liter. Aż zasnął...

Kiedy wróciłem do domu, zobaczyłem staruszka śpiącego przy stole z głową wspartą na blacie.
Chwyciłem go za ramię. Dziadek podskoczył jak oparzony i wbił we mnie nieprzytomne spojrzenie.
- Hejtowanie to mocno przereklamowana sprawa! - powiedział cicho, ziewnął i szurając przydeptanymi bamboszami udał się do łazienki.
Dopiero wtedy mój wzrok trafił na kontrowersyjny wpis. Postanowiłem podjąć wymianę myśli zainicjowaną przez Jacka.
Gdy przybijałem wieńczącą zjadliwe dzieło kropkę, emeryt wrócił do kuchni. Usiadł na stołku ocierając mokrą twarz błękitnym ręcznikiem frotte, który w zeszłym roku podprowadził z pobliskiego hotelu. Zobaczywszy mój dopisek zamarł.
- A jednak to działa! - uśmiechnął się szeroko odsłaniając niepełny zgryz i różowe dziąsła.

Znalazłem go w nocy, leżącego pod kuchennym stołem. Na brązowym blacie leżała ta sama kartka, na której wieczorem dopisałem swój komentarz. Pod spodem z gotyckim rozmachem Dziadek wykaligrafował wersalikiem "I TOBIE TEŻ SYNEK!"

niedziela, 25 stycznia 2015

Wyrwane z kontekstu

- Wiesz synek - Dziadek Jacek usiadł przy kuchennym stole, masując szyję w okolicach przełyku i krzywiąc się przy tym kwaśno - właśnie przekonałem się czym jest myśl wyjęta z kontekstu.
- Niesamowite! - spojrzałem na emeryta podejrzliwie - A ja myślałem, że całe Twoje życie jest zbiorem takich właśnie wyjęć...
- Nie mędrkuj gówniarzu! - Jacek na chwilę przerwał masowanie krtani i podniósł groźnie dłoń wielkości bochna chleba. Już nie raz poklepał mnie w ramach sympatycznych familijnych impresji, wolałem więc unikać zderzenia z nią w momencie dziadkowej frustracji. Miałbym tyle samo szans co rowerzysta w konfrontacji z opancerzonym wozem bojowym.
- No już dobra! - wyszeptałem pojednawczo, na wszelki wypadek jednak odsuwając się poza pole rażenia i odruchowo zasłaniając twarz kruchym ramieniem - Co się stało tym razem?
- Oglądałem reklamę jakiegoś ziołowego środka na uspokojenie. Myślę sobie, a co mi tam, niby spokojny jestem ponad normę, ale od przybytku głowa nie boli.
- I...
- Niestety obejrzałem tylko jej początek i koniec. Kiedy takie dwie baby diagnozowały przyczyny wewnętrznego niepokoju i... - Dziadek zawiesił głos i znowu zaczął rozmasowywać krtań - ... potem, kiedy cieszyły się z niskiej ceny.
- No i...
- No i zjadłem nasze ostatnie pięć złotych!

Życiowe wybory

Wchodząc ostatnio na targowicę, spotkałem dwójkę emerytów, z których jeden (dość głośno) przekonywał drugiego, że "nic z tych rzeczy" i "nawet o tym nie myśl", bo kasę to on dostał od Jadzi na fryzjera, drugi zaś (jeszcze głośniej) wyrażał swoją dezaprobatę na marnotrawienie środków zdeponowanych u tego pierwszego, a otrzymanych od wspomnianej Jadzi. Argumenty padały różne z obu stron. Pierwszy z uporem maniaka wspominał coś o konieczności poprawy koszmarnego stanu owłosienia, drugi podejmował problem długości i wątpliwej jakości ludzkiego życia. Dziadków obserwowałem jakieś pięć minut, stojąc w kolejce po chleb. Potem gdzieś mi zniknęli...
Ponownie spotkałem ich wychodząc z targowicy. Prowadząc się pod rękę szli lekkimi zakosami alejką sektora mięsnego. Chwilowy poziom jakości życia obu jakby się podniósł, ale grzywka tego pierwszego nadal wyglądała koszmarnie.
I taka mnie czułość ogarnęła - bo w życiu już tak jest, że czasem nad własne przyjemności trzeba przedłożyć szczęście drugiego człowieka. Ciekawy tylko jestem czy dla szanowanej Jadzi większość wartość nad wygląd mają takie bezinteresowne porywy serca.

niedziela, 18 stycznia 2015

Chemia zawiodła


BRh- (7)

Plaża żywicielka...

- Słuchaj synek - Dziadek Jacek zaciągnął suwak puchowej kurtki i wcisnął na głowę wełnianą czapkę - tak się właśnie zastanawiałem nad naszą sytuacją finansową i doszedłem do wniosku, że skoro sobie nie radzisz w roli głowy rodziny i przewodnika stada, to jakoś ci pomóc muszę.
Cmoknąłem zaskoczony, bo jak na razie emeryt pełnił w naszym domu raczej rolę dość kosztownego pasożyta niż użytecznego pomocnika. Mało tego, wszelkie kłopoty jakie pukały do drzwi w mniejszym lub większym stopniu sprokurowane były przez staruszka, pomyślałem jednak, że z ewentualnymi wypominkami poczekam do wyjaśnienie sprawy całej.
- Czyli, że co?
- Czyli, że postanowiłem się zająć zbieractwem, a konkretnie tym, co morze w łaskawości swojej na brzeg wyrzuci. Jak znajdzie się jakieś drewno, będziemy mieli czym nasze gniazdko ogrzać, jeśli rybkę jakąś śniętą, albo marynarza na ten przykład, zrobimy wędliny, jeśli wodorosty - surówkę...
Zatkało mnie. Tymczasem Jacek zarzucił płócienną torbę na ramię i wyszedł z domu, trzaskając głośno drzwiami. Dopiero po chwili w pełni dotarła do mnie treść dziadkowej deklaracji. W głowie zawrzało. Powiedzieć mu, że na naszej szerokości geograficznej to raczej nie ma sensu, bo przecież mieszkamy jakieś pięćset kilometrów od najbliższej plaży, a w domu jest centralne ogrzewanie, czy też nie.
Podbiegłem do okna. Na podwórku emeryt rozmawiał właśnie z listonoszem. Zrobiło mi się żal współlokatora. Było nie było to jednak rodzina. Do dupy, ale jednak rodzina. Jak to się mówi krew z krwi...
Otworzyłem lufcik i wrzasnąłem na całe gardło.
- Dziadek! - Jacek popatrzył w moim kierunku - Weź rękawiczki i szalik, bo od morza strasznie dziś wieje!
Pod stopami emeryta wylądowała zmiędlona kupka garderoby.

Books Not Dead

W 2014 roku, kiedy poszukiwałem partnerów Bazgroła (informacje o nim znajdziecie w poprzednim poście), udało mi się skontaktować z Radkiem Mysłkiem z Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy. Jak się okazało nasza współpraca nie ograniczyła się tylko do wsparcia konkursu (Jurek Owsiak przygotował rysunki dla dzieciaków), lecz zaowocowało jeszcze jedną akcją - zbieraniem książek dla bibliotek, czyli Books Not Dead.

Idea była prosta - zorganizowanie namiotu, do którego podczas 20. Przystanku Woodstock w Kostrzyniu ludzie przynosić będą książki, które potem rozwiezione zostaną do wszystkich zainteresowanych. Choć komunikat pojawił się ledwo na tydzień przed imprezą udało się zebrać kilkaset pozycji, które powędrowały do lokalnych bibliotek. Owszem, zgłoszeń do podziału woodstockowych łupów było więcej, ale przecież od czegoś trzeba zacząć!

Kiedy na początku 2014 roku omawialiśmy co chcemy zrobić, jak akcja ma wyglądać i kto mógłby się w Books Not Dead zaangażować, musieliśmy mocno wstrzymywać konie rozbudzonej wyobraźni. Jak się okazało całkiem słusznie, bo choć potencjał Przystanku jest ogromny, to dotarcie do miejsca jakie sobie wyznaczyliśmy niestety trochę potrwać musi i to nawet mając wsparcie takiego mecenasa jakim jest firma Matras, która z wielkim entuzjazmem podeszła do naszych planów.

Bo nam nie chodzi tylko o zbieranie książek, chcemy by w ramach Akademii Sztuk Przepięknych powstała aleja literacka, gdzie będzie można nie tylko przynieść książki dla potrzebujących, lecz również spotkać pisarzy i ludzi związanych z branżą wydawniczą, porozmawiać z nimi, poradzić się czy po prostu przyjacielsko przybić żółwika.

Mam nadzieję, że powoli, z roku na rok Books Not Dead będzie rosło, że nie tylko wspomożemy potrzebujące biblioteki (o ich problemach postaram się napisać już wkrótce), ale utrwalimy miłość do książek wśród tysięcy starych i zarazimy nią tysiące nowych czytelników.

Jeśli chcecie być na bieżąco z postępami w przygotowaniach do drugiej edycji zbiórki, zaglądajcie na profil na facebooku (skończył się 23, finał WOŚP więc spokojnie będziemy mogli rozpocząć przygotowania) - jeśli chcecie zgłosić swoją bibliotekę do podziału łupów, kontaktujcie się za pośrednictwem maila - biblioteka@duzeka.pl

Komunikat zachęcający do wzięcia udziału w pierwszej edycji znajdziecie TUTAJ.

Moja własnoręczna córka Majka na stoisku


Część zebranych książek - mogło być lepiej, ale przecież od czegoś trzeba zacząć!

sobota, 17 stycznia 2015

BAZGROŁ 2015

Kiedy 6 lat temu rozpoczynałem przygodę z Bazgrołem, nie sądziłem, że akcja ta rozrośnie się do takich rozmiarów, że uda mi się zachęcić do współpracy tyle firm, znanych osób, mediów, a przede wszystkim dużych i małych twórców. 

Bazgroł to konkurs nietypowy, który już dawno wyszedł poza granice naszego pięknego kraju i staje się powoli największym konkursem literacko - plastycznym dla dzieci w wieku 0-100+ w Europie, a może i na świecie! Nie wierzycie? Wystarczy spojrzeć na to, co udało się zdziałać przy 5. edycji (a przecież tradycją jest, że każda następna edycja akcji jest większa od szanownej poprzedniczki!).

O co w nim chodzi? Do udziału zapraszam duety (zespoły) autorskie dziecko-dziecko, dziecko-dorosły, gdzie jedna osoba pisze bajkę / baśń / opowiadanie / tworzy scenariusz komiksu, druga wykonuje do tak powstałego tekstu ilustracje / zdjęcia / komiks. Dzieci, które z jakiś powodów nie mogą znaleźć sobie partnera lub chcą dodatkowo pochwalić się swoją pracę mogą skorzystać z tzw. "gotowców", czyli prac przygotowanych przez zawodowców (pisarzy i grafików) oraz osoby znane i lubiane (wystarczy zajrzeć na stronę konkursową do zakładki - Gotowce dla wszystkich).

Finał odbędzie się 16 maja 2015 roku o godz. 12.00 podczas Warszawskich Targów Książki na Stadionie Narodowym.

Więcej informacji znajdziecie na stronie konkursowej! Oczywiście na razie nie ma ich zbyt dużo, ale z czasem dobrych wieści będzie przybywać.

Zapytacie - czemu informacja ta znalazła się na blogu, którego treści przeznaczone są w większości do ludzi dorosłych? Bo - jak wspomniałem - w duetach występować mogą (oczywiście z dzieckiem) również dorośli. Namówcie więc swoje pociechy, pociechy znajomych, przekażcie informację o akcji do przedszkola, szkoły, biblioteki, domu kultury! Nieście wieść przez kraj nasz piękny, jak jest długi i szeroki, nieście ją po Europie, obu Amerykach, Azji, Afryce, obu kołach podbiegunowych!

Zabazgrolmy ten świat!

Ave Cezar, darz bór i na Kowno!


czwartek, 15 stycznia 2015

Rozmowy z córką

Efka puściła piosenkę śpiewaną przez Alicję Majewską "Jeszcze się tam żagiel bieli", gdzie w refrenie stoi:
"(...) bo męska rzecz być daleko, a kobieca - wiernie czekać (..)".
- Weź mi wyjaśnij - zagadnąłem córkę - jak to jest, że to ja siedzę w domu, a matka pracuje w sąsiednim mieście.
- Bo to ona robi w tym domu za faceta!
- Czyli jest głową, a ja jestem szyją?
- Ty jesteś tylko infrastrukturą!
Ręce mi opadły...

poniedziałek, 5 stycznia 2015

MyLordzie #6

W obronie honoru!

- I co się mówi? - aspirant Ciąpała spojrzał z góry na przygarbionego Dziadka Jacka, wpatrującego się w czubki mocno udeptanych bamboszy i pogroził staruszkowi grubym niczym serdelek palcem.
- Przepraszam! - emeryt zerknął z ukosa na zwalistą postać funkcjonariusza. Choć sam nie należał do ułomków, przy policjancie zdawał się drobny niczym dziecko.
- No, teraz lepiej! I żeby było mi to ostatni raz! - wielka niczym bochen dłoń powędrowała do czapki. Ciąpała zasalutował, strzelił obcasami i marszowym krokiem oddalił się do drzwi windy.
- To co tym razem zmajstrowałeś Panie Dziejku? - spytałem z wyrzutem emeryta.
- Ano nic takiego...
- Jak to nic takiego? Za niewinność nie dostaje się wezwania do sądu i policyjnej obstawy!
- Jestem niewinny! - Jacek wsunął ręce w kieszenie spodni i oparł się plecami o ścianę!
- Dziadek!
- No co, broniłem swojej godności przed kobietą!
- Czyli?
- Strzeliłem w łeb tego Judasza Gustawa Z!
- Wszelki duch! Znowu? - przed oczami stanął mi widok zmasakrowanej twarzy sąsiada spod siódemki, nad którą Jacek lekko popracował w ubiegłym miesiącu. Jeśli tak Gustaw wyglądał po przyjacielskim wytarganiu za uszy, to jak wygląda po naruszeniu jego honoru! - Co Ci znowu zrobił ten biedak!
- A pamiętasz panią Bożenkę z klatki naprzeciwko?
- Tę no... - zatoczyłem dłońmi sporej średnicy kręgi w okolicach klatki piersiowej.
- Tę właśnie! - Dziadek przytaknął energicznie i uśmiechnął się lubieżnie - Akurat kiedy chciałem zagadnąć niewiastę, gdy przechodziła koło naszej ławki, ten Judasz raczył był zbyt głośnio naruszyć mój honor. Aż się Bożenka zaśmiała!
- Czyli że co?
- Czyli, że - Dziadek wykrzywił twarz i wydał z siebie pisk, naśladujący głos poszkodowanego sąsiada - Przestań Jacek, nie masz już przecież 70 lat!