wtorek, 30 czerwca 2015

Proces cykliczny

- Wiesz synek - Dziadek Jacek wyszedł z ubikacji, otrzepując energicznie mokre dłonie. Na podłodze pojawiło się kilka kropel, podobnie na ścianie i na kupionej ledwo przedwczoraj kurtce, wiszącej na gwozdku wbitym obok sąsiadujących z wychodkiem drzwi wyjściowych - takie marzenie mnie męczy ostatnio...
- Ręczniki są! - spojrzałem z niesmakiem na ochlapany przedpokój.
- Ale ja rąk nie myłem! - Jacek zmarszczył czoło, wcisnął za spodnie wystający z rozporka skrawek koszuli i dociągnął suwak - Czasami mam chęć wyjechać z tego grajdoła, zostać subskrybentem osłon socjalnych takiej na przykład Szwecji i mieć wszystko w okrężnicy. Tylko, że dupy nie chce mi się ruszyć! - Dziadek usadowił się na kuchennym stołku -  I co zrobić w tej sytuacji?
- Wyprowadzić się nad morze!
- Czyli?
- Czyli, że kiedyś i tak Polska ze Szwecją się połączy. Wystarczy poczekać!
- Jak to? - Dziadka najwyraźniej zaciekawiła i zachwyciła perspektywa takiej fuzji.
- Bo widzisz - przysunąłem się do emeryta i lekko ściszyłem głos, nadając mu mocno tajemniczy ton - pomiędzy 300 a 180 milionami lat temu na Ziemi istniał jeden superkontynent - Pangea. Nie kilka, jak mamy teraz, lecz jeden wielki. Nie był pierwszy, ale niewątpliwie najbardziej znany. Ponoć taki rozdział i późniejsze schodzenie się ziemi jest procesem cyklicznym, wszystko wskazuje więc, że kiedyś... - zawiesiłem głos i pokiwałem głową.
- Kontynenty znowu się połączą! - Dziadek otworzył usta i wybałuszył lekko oczy.
- Właśnie! Więc jeśli znowu nastąpi takie zespolenie, to może Skandynawię przesunie na tyle blisko, że będzie można do niej w kwadrans dojść. Zresztą co się będziemy rozdrabniać! Zaraz po połączeniu, skręcając lekko w lewo, tuż za Kopenhagą mógłbyś kupić pampersy w amerykańskim Walmarcie, potem zajrzeć do Wielkiego Kanionu, a w drodze powrotnej pieluchy zwrócić! Że niby Ci nie pasowały!
- Czyli, że starczy rozłożyć się biwakiem na wydmie i czekać?
- W rzeczy samej!
Dziadek poderwał się ze stołka i wybiegł z kuchni.
- A Ty gdzie? Tylko nie mów, że się już pakujesz?!
- A gdzie tam! - emeryt wpadł jak burza do ubikacji. Coś tam wystękał zza zamkniętych z hukiem drzwi o kłopotach z pęcherzem, ja tymczasem stanąłem w korytarzu z ręcznikiem w ręku. Bo ściana i podłoga to betka - szmatą się przejedzie. Kurtki szkoda!

czwartek, 11 czerwca 2015

Magia pozytywnych wzorców

- Wiesz synek - Dziadek Jacek oparł głowę na wielkiej niczym bochen dłoni i spojrzał rozmarzony przez okno, na śmieci targane wiatrem po podwórku - ilekroć nic mi się nie chce, myślę o tych wszystkich ludziach, którzy osiągnęli sukces poprzez wyrzeczenia, ból, trud, znój oraz ciężką pracę i... - staruszek zawiesił głos.
- Wiem, pozytywne przykłady działają na Ciebie mobilizująco...
- A gdzie tam! Tym bardziej mi się kur_a nic nie chce!

poniedziałek, 1 czerwca 2015

Wartość bazowa

- Wiesz synek - Dziadek Jacek spojrzał smutno na stojącą na parapecie wyschniętą paprotkę, nie przestając leniwie kręcić łyżeczką w zaparzonej przed chwilą herbacie - każdy nowy tydzień trzeba witać ze zdwojoną energią.
- Jakoś tego po tobie nie widać! - wyjrzałem zza wyciągniętej przed chwilą z osiedlowego kosza gazety.
- Złudzenie, ułuda, imaginacja... Wewnętrznie aż kipię! - twarz dziadka, wbrew słowom, nadal wyrażała ogólne znudzenie.
Położyłem gazetę na stole.
- To gdzie ta energia? Gdzie ten wspomniany animusz? - zachichotałem, kiedy jednak emeryt spojrzał na mnie kwaśno, zdjąłem uśmiech z twarzy.
- Ale to prawda synek, energii, jak w każdy poniedziałek, mam za dwóch. Jaka jest jednak jej wartość zależy od taksy, wielkości bazowej, punktu odniesienia...
- A jaka jest dziś Twoja wartość bazowa?
- Kulawy Staszek spod czwórki...
Spojrzałem na wyschniętą paprotkę. Zza sztywnych badyli wystających z nadkruszonej, ceramicznej doniczki dojrzałem ławkę pod klatką schodową bloku naprzeciwko. Leżał na niej z Staszek. Jak co tydzień po niedzieli pijany w trzy dupy.