czwartek, 29 października 2015

Substancja rakotwórcza

- Amerykańscy naukowcy doszli ostatnio do wniosku, że czerwone, wysoko przetworzone mięso jest rakotwórcze! - Jacek pokiwał z niedowierzaniem głową i spojrzał na mnie znad kart rozłożonej na stole gazety, oczekując jakiejś odkrywczej riposty.
- No i? - odpowiedziałem, krzywiąc się kwaśno.
- Tylko tyle?
- A co miałem niby powiedzieć. To wszystko co w temacie amerykańskich naukowców jest mi wiadome. Podsumowując: nie wiem, nie znam się, zarobiony jestem!
- Boś głupi jak Twój ojciec! - Jacek znowu pochylił się nad czasopismem - Już dawno mówiłem, że począwszy ode mnie, w naszej rodzinie mądrość dzieli się wśród potomków, a głupota mnoży!
- Z tego co pamiętam, to ojciec głupi nie był! Nawet jakiegoś tytułu się dorobił, sztukę w kilku aktach napisał!
- To nie był tytuł tylko pseudonim, i się nie dorobił tylko nakradł. A z tą sztuką w kilku aktach, to się znalazł we wszystkich, bo to były jego akta! Policyjne! - Dziadek pokiwał głową i westchnął ciężko - Jeszcze kilka lat potrzymają go w tym teatrze...
Ja również westchnąłem. Torebka świeżo zaparzonej herbata ledwo co zabarwiła wrzątek nalany do kubka. Ale nie dziwi nic. To już trzecia w tym dniu herbata, a torebka ciągle ta sama. Ta sama co wczoraj i przedwczoraj. I trzy dni wcześniej też...
- A wiesz synek co jest najbardziej rakotwórcze na świecie?
- No nie wiem. Cukier?
- Pudło!
- Odpady nuklerane? Pył węglowy? Azbest? Kaszanka?
- Pudło! Pudło! Pudło! Pudło!
- To co?
Jacek znowu pokiwał głową i sięgnął po odstawiony przeze mnie przed chwilą kubek. Siorbnął lekko mocno już wystudzony płyn i zapatrzył się w spacerującego po parapecie kuchennego okna gołębia.
- Życie, synek! Po prostu życie...