piątek, 4 marca 2016

Boski podatek

- Dzień dobry! - facet stojący w progu mieszkania przywitał mnie klawiaturą zębów tak białych, że aż musiałem zmrużyć oczy i lekko odwrócić głowę - Jakub Święty, boski komornik sądowy!
- Że co?
- A, przepraszam! - wielka niczym bochen dłoń zanurkowała za pazuchą skórzanego płaszcza, zatańczyła w wewnętrznej kieszeni i wystrzeliła z niej tak szybko, otwierając przed nosem czarny futerał z wciśniętą w środek komorniczą legitymacją, że aż poczułem lekki przeciąg w obu dziurkach.
- Nie rozumiem...
- Przyszedłem w sprawie niezapłaconego podatku.
- Nadal nie rozumiem! Żegnam Pana! - naparłem ramieniem na drzwi, chcąc jak najszybciej zamknąć mieszkanie przed nietypowym gościem.
Obcy położył dłoń na klamce.
- Drogi Panie, proszę nie robić scen! - komornik uśmiechnął się drwiąco i pstryknął w metalowe okucie okalające dziurkę od zamka.
Odrzuciło mnie prawie na dwa metry w głąb przedpokoju. Ledwo utrzymałem równowagę!
Zacząłem się bać.
- Przepraszam za tę niegrzeczność, ale chciałbym załatwić sprawę szybko i bez dodatkowej przemocy. Sam Pan widzi, że opór nie ma sensu! - sięgnął do stojącej na posadzce teczki i wyciągnął z jej środka jakiś dokument - Z danych jakie posiadam zalega Pan z podatkami na kwotę 42 tysiące 453 denary i 4 asy. Płaci Pan gotówką, czy spisujemy dobytek? - w dłoni przybysza zatańczyła niebieska iskra, która zmieniła się w metalowy długopis w tym samym kolorze.
- Cud! - Jakub cmoknął radośnie.
- Ale za co? - stałem jak skamieniały, nie mogąc poruszyć ani ręką, ani nogą.
- Jak to za co? Wyraźnie powiedziane zostało, Pan pozwoli, że zacytuję: oddajcie cesarzowi co cesarskie, a Bogu co boskie! - mężczyzna posłał mi kolejny lśniący uśmiech - Chyba Pan nie zaprzeczy.
- Ale z tego co wiem, to denary miał dostać cesarz, a nie Bóg!
- A kto niby tak powiedział? - na twarzy Świętego po raz pierwszy odmalowało się zdziwienie.
- Jak pamiętam, to Mateusz. Mateusz tak napisał w Ewangelii!
Uśmiech znowu zakwitł na ustach komornika.
- I to wszystko wyjaśnia! Mateusz zawsze miał tendencję do przeinaczania faktów! Nie zmienia to jednak meritum, że od czasu chrzcin nie odnotowano na naszym koncie żadnej Pana wpłaty. I razem z odsetkami, Panie Balcerzak...
- Co Pan powiedział? - przerwałem mężczyźnie w pół zdania.
- Że od chrzcin...
- Nie to! To trochę później! Z nazwiskiem! - z nerwów przestałem panować nad głosem i krzyknąłem na gościa!
- Balcerzak...
- Ja się nazywam Przepiór! Krzysztof Przepiór! Balcerzak mieszka piętro wyżej! A poza tym ja jestem ateistą! - podszedłem do drzwi i zatrzasnąłem je najmocniej jak umiałem.
Z klatki schodowej doszło mnie ciche, skruszone "przepraszam"...

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz