niedziela, 10 lipca 2016

Andrzejki - "Do Dyzia"

Czasem człowieka najdzie wena. Czasem pod wpływem zewnętrznego czynnika i wewnętrznej potrzeby rodzi się w sercu poezja. I to nie jakaś tam podrzędna, jaką może napisać byle ambasador, ale taka przez duże "Poe" (Edgar Allan - przyp. red.). I coś takiego mię akurat dziś tknęło. Tknęło na tyle mocno, że siniak zakwitł na mym ciele, a krzyk, będący konsekwencją tego tknięcia, jaki się z gardła wydobył, zabrzmiał mniej więcej tak (śpiewać na melodię piosenki "Pero, pero" Jana Kaczmarka):

Dyziu, Dy-ziu-u-u!
Fak ju! Fak ju! Fak ju!

Dzieło zatytułowałem "Do Dyzia" i zaliczyłem do nowego gatunku autorskiej poezji zaangażowanej, tak zwanych Andrzejek. Jak na razie to moje najlepsze dzieło. Może dlatego, że jedyne.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz