piątek, 22 lipca 2016

Kariera muzyczna

Drzwi otworzyły się w przeciągłym skrzypnięciu, oparły o wieszak przyśrubowany do bocznej ściany, odbiły od aluminiowej konstrukcji i ponownie zamknęły z hukiem. Z klatki schodowej doszło stłumione plaśnięcie i głos Dziadka Jacka.
- No żesz kurwa mać!
Podszedłem do wejścia i przez judasza wyjrzałem na korytarz. Przed progiem stał senior. Jedną ręką trzymał się za nos, drugą tłukł w pomalowaną na biało powierzchnię drzwi.
- Otwieraj!
- Kto tam? - spytałem cicho.
- Czerwony Kapturek palancie! - Jacek wrzasnął na cale gardło - Otwórz, bo wejdę do środka z drzwiami i z Tobą!
Uchyliłem delikatnie podwoje.
- Co za niespodzianka! - udałem radość na widok kontuzjowanego emeryta - A gdzie to się bywało przez ostatnie kilka dni?
- Karierę robiłem dupku! - Jacek odepchnął mnie bezceremonialnie i poczłapał nie zdejmując butów do kuchni.
- Jaką karierę!? - zamknąłem mieszkanie i poszedłem za dziadkiem.
- Didżejską!
- Czyli że co?
- Czyli, że kupiłem od tego gówniarza z kamienicy obok mikser, bo ponoć na muzyków lecą laski, - emeryt zmoczył zimną wodą kawałek gazy i przyłożył ją do nosa, lekko odchylając głowę do tyłu - a mi się zachciało rozsiewać czar przed tymi raszplami z osiedlowego koła emeryta.
- I co, podziałało?
- Tak, poleciały dwie laski, jedna kula, a przytomność straciłem jak ktoś rzucił chodzikiem i dostałem centralnie w cymbał. Dopiero mnie wypuścili ze szpitala.
- A mikser gdzie?
- Poszedł na pokrycie strat. Ponoć chodzik całkowicie się rozkraczył, a babina nie miała wykupionego autocasco...

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz