poniedziałek, 25 kwietnia 2016

Jak Beata blogerką nie została

Beata S. zalożyla bloga. Chciała w ten sposób podzielić się swoimi przemyśleniami, wyjaśnić podejmowane decyzje i działania oraz zwyczajnie pogawędzić za pośrednictwem komentarzy ze społeczeństwem. I już napisała pierwszego posta, i już miała go zamieścić na blogu, gdy ręka jej zamarła, a  wskaźnik myszki zawisł w bezruchu w panelu edycyjnym.
- Tak mnie chcieliście podejść opozycyjne dranie! - zabluźniła szpetnie, jak to miała w zwyczaju robić, będąc jeszcze burmistrzem miasta Brzeszcze.
I zaniechała Beata działalności blogerskiej i odpuściła ten sposób komunikacji z suwerenem.

Zgadniecie dlaczego?


Wyzwanie

Dziadek Jacek podjął wyzwanie. Niestety wyzwany przez Dziadka Blażej K., zwany przez pozostałych mieszkańców kamienicy, kolegów oraz nielicznych przyjaciół "Dykta", głównie z powodu zamiłowania do napojów alkoholowych wątpliwej jakości i pochodzenia, ale również częstego sypiania w pobliskim śmietniku w kontenerze z posegregowaną makulaturą, nie wykazał ani zrozumienia, ani wyrozumienia i wezwał na miejsce naruszenie słowem dóbr osobistych tudzież intelektualnych dzielnicowego Jędraszka. Kiedy starszy aspirant Jędraszek prowadził skutego Jacka przez podwórko, chcąc dodać otuchy zaaresztowanemu emerytowi, krzyknąłem jeszcze w ich kierunku:
- Trzymaj się Dziadek! Dasz radę!
I Dziadek dał radę. Tym razem skierowaną do swojego eskortanta.
- Spierdalaj! - powiedział i uśmiechnął się szczerze. Niestety i ona nie spotkała się ani ze zrozumieniem, ani wyrozumieniem, a Dziadek już nigdy nie uśmiechnął się do urzędnika państwowego.

wtorek, 5 kwietnia 2016

Konkurs kulinarny

Znacie historyjkę o przesłuchaniu w filharmonii, kiedy to po gustownie ubranym muzyku, zaopatrzonym w Stradivariusa, na scenę wkracza łachmaniarz ze starymi, niestrojącymi skrzypcami? Nie? No to nie liczcie, że Wam o tym teraz opowiem. Kto zna niech się cieszy, kto nie zna, niech poszuka źródeł.

Na bazie tego schematu i zainspirowany kulinarnymi programami, jakich od metra w telewizji, wymyśliłem dykteryjkę, którą Wam teraz z przyjemnością opowiem.

Otóż w stolicy pewnej niezwykle bogatej monarchii, ogłoszono konkurs na szefa kuchni królewskiej restauracji. W jury zasiedli najlepsi znawcy tematu, wybitni kucharze, krytycy i smakosze. Przed obliczem tego zacnego grona stawali terminatorzy i majstrowie w kulinarnym fachu z całego świata. Nikt jednak nie zdobył przychylności ani arbitrów, ani samej królewskiej pary. Aż pozostało dwóch kandydatów. Pierwszy, elegancko ubrany młodzian, przedstawił papiery ukończenia elitarnych szkół oraz kursów i referencje od najlepszych restauratorow w kraju. Rozłożył zestaw pięknych, robionych na zamówienie noży i ugotował taką potrawę, że zebranym kubki smakowe powariowały. Zaraz po nim do gotowania przystąpił ostatni kandydat - pokryty strupami brudu samouk, odziany w trącące zgnilizną łachmany, który na stole rozłożył niedomyte, pordzewiałe noże z widocznymi śladami gotowanych z ich pomocą posiłków. A kiedy młodzian ugotował potrawę i postawił ją przed obliczem szacownego jury... przyszedł Sanepid i zamknął lokal.

zaPISki POlityczne [9]


Znajdź różnicę!